x

Drogi Użytkowniku,

to tylko próbka dla niezalogowanych. Ale zabawa wcale nie musi się kończyć!
Dołącz do społeczności MATMAG.pl rejestrując się w portalu i dokończ grę.

Jeżeli już masz u nas konto, zaloguj się.

 

Rejestracja Zaloguj Inne zadanie

 

x

Drogi Użytkowniku,

wyczerpałeś dzisiejszy limit dostępu do tego zadania dla użytkowników z niewykupionym abonamentem, ale zabawa wcale nie musi się kończyć! Dla nielimitowanego dostępu do zadań poproś rodzica/opiekuna, aby wykupił dla Ciebie abonament.

 

Abonamenty Inne zadanie

 

 

 

Julia Jaworska

 

O tym jak polubiłam/-em matematykę.

 

Ten dzień miał być wyjątkowy. Czekałam na niego cały miesiąc. Pierwszy września. Gdy przeprowadziłam się do Warszawy byłam bardzo nieszczęśliwa. Wiedziałam jednak, że to konieczne. Mój tata dostał tutaj nową, lepszą pracę. Musiałam zostawić wszystkich swoich przyjaciół. Nawet swoją najlepszą przyjaciółkę Klaudię.

Pierwszy dzień szkoły, na który tak długo czekałam wypadał już jutro. W poprzedniej szkole nauczycielka matematyki była wspaniała. Gdy nie rozumiałam czegoś, od razu podchodziła do ławki i tłumaczyła zadanie. Jaka będzie nauczycielka teraz? Wieczorem przygotowałam sobie ubranie, w którym wyglądałam na uczciwą i miłą dziewczynę. Chciałam zrobić jak najlepsze wrażenie na nowych kolegach i koleżankach. Trzy razy upewniałam się, czy na pewno spakowałam wszystkie potrzebne książki i zeszyty. Poszłam spać z nadzieją, że następny dzień będzie wyjątkowy. Obudziłam się myśląc o nowej szkole i znajomych, których miałam już niedługo poznać. Mama zawożąc mnie do szkoły powiedziała:
- Córeczko, musisz przyjąć do wiadomości, że nie wszyscy od razu będą cię lubić. Będziesz wyglądać inaczej niż wszyscy – tu spojrzała na moje ognistorude włosy i westchnęła - a na dodatek będziesz dla nich obcą osobą.
- Wiem mamo, że nie wszyscy od razu mnie polubią, ale … mam nadzieję, że nie będą wrogo nastawieni. Muszę już iść mamo, ale kiedy lekcje się skończą, to zadzwonię do ciebie. Cześć.
Mama pożegnała się ze mną i odjechała.

Otwierając drzwi nowej szkoły spojrzałam na nią kątem oka. Był to mały jasnozielony budynek z dużymi starymi oknami, prawdopodobnie pochodzącymi z dwudziestego wieku. Gdy znalazłam się w środku, od razu skierowałam się ku schodom prowadzącym zapewne do szatni. Nikogo w niej nie było. Rozebrałam się z kurtki, wzięłam plecak i udałam się na swoją pierwszą lekcję. Gdy weszłam do klasy, zapanowała cisza. Usiadłam na jedynym miejscu jakie było wolne, obok jakiejś dziewczyny. Uśmiechnęłam się do niej niepewnie, a ona po chwili zrobiła to samo. Odezwałam się pierwsza i raczej do wszystkich, niż tylko do uśmiechniętej dziewczyny.
- Hej, jestem Julia Jaworska i od dzisiaj należę do tej klasy. A wy jak się nazywacie?
Pierwsza odezwała się dziewczyna, z którą siedziałam.
- Ja jestem Monika, miło mi cię poznać.
Niestety, po niej nikt się nie odezwał. Wszyscy patrzyli na mnie jakbym była… intruzem. Tak, czułam się jak intruz. Gdy zadzwonił dzwonek i rozpoczęła się lekcja wszyscy zajęli się swoimi sprawami, a ja miałam czas przyjrzeć się koleżance z ławki. Miała długie brązowe włosy, upięte w luźny kucyk. Oczy Moniki były ciemnozielone, a z jej nosa spadały duże okulary. Dziewczyna miała tez bardzo duże usta. Wydawała się sympatyczna, cieszyła się, że usiadłam koło niej.
- Lubisz matematykę? Spytała mnie na przerwie.
Spojrzałam na nią i powiedziałam:
- Wiesz, nie bardzo ją rozumiem, wolę język polski. A ty?
- Ja wprost uwielbiam matematykę. Mówisz, że nie rozumiesz? Wiesz, możesz przyjść dzisiaj do mnie po szkole, wszystko ci wyjaśnię. Jeśli tylko chcesz - dodała nieśmiało.
- To byłby dla mnie zaszczyt Moniko - odpowiedziałam i po chwili obie wybuchłyśmy śmiechem. Czułam, że znalazłam prawdziwą przyjaciółkę. Lekcje mijały bardzo szybko. Gdy dzwonek oznajmił koniec zajęć, byłam bardzo szczęśliwa. Zadzwoniłam do mamy i powiedziałam jej, żeby nie przyjeżdżała po mnie. Powiedziałam, że będę w domu za trzy godziny i idę do nowo poznanej koleżanki. Mama od razu się zgodziła, ciesząc się, że jej córka tak szybko zaprzyjaźniła się z nowymi dziećmi. Ja też się ucieszyłam, że miałam nowa przyjaciółkę. Dom Moniki był niedaleko szkoły. Szłyśmy jakieś pięć minut. W jej domu nikogo nie było. Od razu udałyśmy się do jej pokoju. Było to nieduże pomieszczenie o ciemnoniebieskich ścianach z dwoma dużymi oknami. Meble w pokoju Moniki były drewniane. Jej łóżko także jak inne meble wyło wielkie i ciemnobrązowe. Pościel wyglądała jakby wzięto ją z siedemnastego wieku. Była jedwabna z ogromną różową koronką, a wokół końców przybierała kolor fioletowy.
-Wyjmij jakąś kartkę. Na początek nauczę cię ułamków zwykłych - powiedziała Monika, a ja jej posłuchałam.
Przez trzy godziny tłumaczyła mi jak się dodaje, odejmuje, mnoży i dzieli ułamki zwykłe.
- Ania zjadła trzy czwarte ciasta, a … pamiętasz tą dziewczynę, co dzisiaj szła z pięcioma pączkami ze sklepiku? Wyobraź sobie, że ona ma tort podzielony czternaście części, a jakaś Ania zjadła trzy kawałki, czyli trzy czternaste. Resztę zjadła ta wieka dziewczyna z pączkami. Ile zjadła ta dziewczyna?
- To proste, jedenaste. Jejku jak można zjeść tyle kawałków cista? Nic dziwnego, że jest taka gruba. - Brawo! Widzisz? Zrozumiałaś to.
- Powinnaś być nauczycielką - powiedziałam i rzuciłam się jej na szyję.
Od tamtego czasu mam dobre oceny z matematyki. Nawet jeśli czegoś nie rozumiem, mogę poprosić o pomoc swoją najlepszą przyjaciółkę Monikę.

 

Julia Jaworska

Szkoła Podstawowa nr 6 im. Tadeusza Kościuszki w Ciechanowie, klasa 6

 

powrót